Cel zbiórki
Diagnoza
Nazywam się Mariusz Borowicz. Mam 48 lat.
Jeszcze kilka lat temu pracowałem jako spawacz. Każdego dnia wstawałem do pracy, zarabiałem na siebie i planowałem przyszłość. Nie zastanawiałem się nad tym, czy dam radę zejść po schodach, wyjść z domu albo zrobić zakupy.
Dzisiaj mieszkam na drugim piętrze kamienicy i żeby wydostać się z własnego mieszkania, potrzebuję pomocy sąsiadów. Ból i postępujące problemy z poruszaniem się odbierają mi samodzielność kawałek po kawałku.
A ja najbardziej boję się jednego. Że któregoś dnia już nie wstanę. Że jedynym sposobem, żebym mógł się poruszać, będzie wózek. Nie chcę się z tym pogodzić. Mam 48 lat i chcę jeszcze zawalczyć o swoje życie.
Dziewięć lat temu wyjechałem do Francji. Jak wielu ludzi przede mną chciałem po prostu uczciwie pracować, odłożyć pieniądze i kiedyś mieć swój własny kąt. Zatrudniłem się w dużej firmie jako spawacz. Spawałem zbiorniki, byłem tam jedynym Polakiem – byłem z tego dumny.
Dostałem swoją szansę i chciałem wykorzystać ją najlepiej, jak potrafiłem. Pracowałem ciężko. Byłem samodzielny. Nie bałem się pracy i nie chciałem być od nikogo zależny. Jednak cztery lata temu wszystko zaczęło się zmieniać – doszło do wypadku w pracy.
Mimo bólu i problemów próbowałem dalej pracować. Nie chciałem się poddać. Wydawało mi się, że dam radę, że jeszcze trochę wytrzymam, że lekarze znajdą rozwiązanie. Niestety mój stan stopniowo się pogarszał.
Pojawiły się zmiany zwyrodnieniowe, coraz większy ból i coraz poważniejsze problemy z poruszaniem się. Przez 2,5 roku szukałem pomocy. Jeździłem od lekarza do lekarza. Za każdym razem miałem nadzieję, że tym razem usłyszę: „Pomożemy panu. Będzie pan jeszcze normalnie chodził.”
We Francji przeszedłem trzy operacje. Trzy razy wierzyłem, że może właśnie teraz wszystko zacznie wracać do normy. Niestety tak się nie stało. Operacje nie przyniosły oczekiwanego efektu, a mój stan nadal jest bardzo poważny.
Z człowieka, który pracował fizycznie, sam na siebie zarabiał i radził sobie w obcym kraju, stałem się człowiekiem, który potrzebuje pomocy innych, żeby zejść po schodach. To chyba najtrudniejsze do zaakceptowania. Bo kiedy człowiek przez całe życie jest samodzielny, nie zdaje sobie sprawy, jak wielkim przywilejem jest możliwość po prostu otworzyć drzwi i wyjść z domu. Dzisiaj ja już to wiem.
Wiem też, jak wygląda dzień podporządkowany bólowi. Jak to jest zastanawiać się nad każdym ruchem. Jak to jest patrzeć na schody i wiedzieć, że samemu mogą być nie do pokonania. Choroba nie zabrała mi wszystkiego jednego dnia. Zabiera mi moje życie po kawałku.
W Polsce pojawiła się dla mnie nadzieja. Nie chcę przestać walczyć. Chcę wrócić do Polski i tutaj podjąć leczenie oraz intensywną rehabilitację. Potrzebuję operacji prawego kolana, a następnie specjalistycznej rehabilitacji, która da mi szansę na odzyskanie możliwie największej sprawności.
Ale prawe kolano to niejedyny problem.
Lata nieprawidłowego poruszania się, bólu i przeciążeń sprawiły, że leczenia wymagają również lewe kolano, bark oraz odcinek szyjny kręgosłupa.

Przede mną długa droga, na którą jestem gotowy.
Problem w tym, że nie jestem już w stanie zapłacić za nią sam.
Moje oszczędności się skończyły. Przez lata pochłaniały je koszty życia i leczenia w czasie, kiedy z powodu stanu zdrowia nie mogłem już normalnie pracować.
Dlatego po raz pierwszy muszę zrobić coś, co nie przychodzi mi łatwo. Poprosić innych o pomoc.
Zebrane środki zostaną przeznaczone na specjalistyczną rehabilitację oraz wydatki bezpośrednio związane z moim powrotem do sprawności.
🔹🔹🔹
Nie proszę o lepsze życie. Proszę o szansę, żeby odzyskać swoje.
Chciałbym jeszcze pracować. Chciałbym sam zejść po schodach. Chciałbym wyjść z domu wtedy, kiedy mam na to ochotę – a nie wtedy, kiedy akurat znajdzie się ktoś, kto może mi pomóc. Chciałbym wstać rano i nie zaczynać dnia od pytania: „Jak bardzo będzie dzisiaj bolało?”
Nie marzę o rzeczach wielkich. Marzę o zwyczajnym życiu. O samodzielności, o możliwości przejścia kilku kroków bez strachu, o tym, żeby nie być zależnym od innych, o tym, żeby jeszcze kiedyś móc powiedzieć: „Poradziłem sobie, stanąłem na własnych nogach.”
Nie wiem, ile sprawności uda mi się odzyskać. Nikt nie może mi tego obiecać. Ale wiem jedno – dopóki istnieje szansa, chcę o siebie walczyć.
Dlatego proszę Was o pomoc. Jeśli możesz – wpłać choćby niewielką kwotę. Każda złotówka przybliża mnie do operacji, rehabilitacji i kolejnego kroku w stronę samodzielności. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – udostępnij moją historię. Czasem jedno udostępnienie sprawia, że historia dociera do człowieka, który może zmienić czyjeś życie.
Chcę móc wyjść z własnego domu bez proszenia kogokolwiek o pomoc.
Chcę po prostu dostać szansę, żeby jeszcze raz stanąć na własnych nogach.
Mariusz

Twoje wsparcie może pociągnąć za sobą kolejne. Udostępnij tę zbiórkę i pomóż jej dotrzeć do ludzi, którzy też chcieliby pomóc – razem naprawdę możemy zdziałać więcej.
Cel zbiórki
Diagnoza
Nazywam się Mariusz Borowicz. Mam 48 lat.
Jeszcze kilka lat temu pracowałem jako spawacz. Każdego dnia wstawałem do pracy, zarabiałem na siebie i planowałem przyszłość. Nie zastanawiałem się nad tym, czy dam radę zejść po schodach, wyjść z domu albo zrobić zakupy.
Dzisiaj mieszkam na drugim piętrze kamienicy i żeby wydostać się z własnego mieszkania, potrzebuję pomocy sąsiadów. Ból i postępujące problemy z poruszaniem się odbierają mi samodzielność kawałek po kawałku.
A ja najbardziej boję się jednego. Że któregoś dnia już nie wstanę. Że jedynym sposobem, żebym mógł się poruszać, będzie wózek. Nie chcę się z tym pogodzić. Mam 48 lat i chcę jeszcze zawalczyć o swoje życie.
Dziewięć lat temu wyjechałem do Francji. Jak wielu ludzi przede mną chciałem po prostu uczciwie pracować, odłożyć pieniądze i kiedyś mieć swój własny kąt. Zatrudniłem się w dużej firmie jako spawacz. Spawałem zbiorniki, byłem tam jedynym Polakiem – byłem z tego dumny.
Dostałem swoją szansę i chciałem wykorzystać ją najlepiej, jak potrafiłem. Pracowałem ciężko. Byłem samodzielny. Nie bałem się pracy i nie chciałem być od nikogo zależny. Jednak cztery lata temu wszystko zaczęło się zmieniać – doszło do wypadku w pracy.
Mimo bólu i problemów próbowałem dalej pracować. Nie chciałem się poddać. Wydawało mi się, że dam radę, że jeszcze trochę wytrzymam, że lekarze znajdą rozwiązanie. Niestety mój stan stopniowo się pogarszał.
Pojawiły się zmiany zwyrodnieniowe, coraz większy ból i coraz poważniejsze problemy z poruszaniem się. Przez 2,5 roku szukałem pomocy. Jeździłem od lekarza do lekarza. Za każdym razem miałem nadzieję, że tym razem usłyszę: „Pomożemy panu. Będzie pan jeszcze normalnie chodził.”
We Francji przeszedłem trzy operacje. Trzy razy wierzyłem, że może właśnie teraz wszystko zacznie wracać do normy. Niestety tak się nie stało. Operacje nie przyniosły oczekiwanego efektu, a mój stan nadal jest bardzo poważny.
Z człowieka, który pracował fizycznie, sam na siebie zarabiał i radził sobie w obcym kraju, stałem się człowiekiem, który potrzebuje pomocy innych, żeby zejść po schodach. To chyba najtrudniejsze do zaakceptowania. Bo kiedy człowiek przez całe życie jest samodzielny, nie zdaje sobie sprawy, jak wielkim przywilejem jest możliwość po prostu otworzyć drzwi i wyjść z domu. Dzisiaj ja już to wiem.
Wiem też, jak wygląda dzień podporządkowany bólowi. Jak to jest zastanawiać się nad każdym ruchem. Jak to jest patrzeć na schody i wiedzieć, że samemu mogą być nie do pokonania. Choroba nie zabrała mi wszystkiego jednego dnia. Zabiera mi moje życie po kawałku.
W Polsce pojawiła się dla mnie nadzieja. Nie chcę przestać walczyć. Chcę wrócić do Polski i tutaj podjąć leczenie oraz intensywną rehabilitację. Potrzebuję operacji prawego kolana, a następnie specjalistycznej rehabilitacji, która da mi szansę na odzyskanie możliwie największej sprawności.
Ale prawe kolano to niejedyny problem.
Lata nieprawidłowego poruszania się, bólu i przeciążeń sprawiły, że leczenia wymagają również lewe kolano, bark oraz odcinek szyjny kręgosłupa.

Przede mną długa droga, na którą jestem gotowy.
Problem w tym, że nie jestem już w stanie zapłacić za nią sam.
Moje oszczędności się skończyły. Przez lata pochłaniały je koszty życia i leczenia w czasie, kiedy z powodu stanu zdrowia nie mogłem już normalnie pracować.
Dlatego po raz pierwszy muszę zrobić coś, co nie przychodzi mi łatwo. Poprosić innych o pomoc.
Zebrane środki zostaną przeznaczone na specjalistyczną rehabilitację oraz wydatki bezpośrednio związane z moim powrotem do sprawności.
🔹🔹🔹
Nie proszę o lepsze życie. Proszę o szansę, żeby odzyskać swoje.
Chciałbym jeszcze pracować. Chciałbym sam zejść po schodach. Chciałbym wyjść z domu wtedy, kiedy mam na to ochotę – a nie wtedy, kiedy akurat znajdzie się ktoś, kto może mi pomóc. Chciałbym wstać rano i nie zaczynać dnia od pytania: „Jak bardzo będzie dzisiaj bolało?”
Nie marzę o rzeczach wielkich. Marzę o zwyczajnym życiu. O samodzielności, o możliwości przejścia kilku kroków bez strachu, o tym, żeby nie być zależnym od innych, o tym, żeby jeszcze kiedyś móc powiedzieć: „Poradziłem sobie, stanąłem na własnych nogach.”
Nie wiem, ile sprawności uda mi się odzyskać. Nikt nie może mi tego obiecać. Ale wiem jedno – dopóki istnieje szansa, chcę o siebie walczyć.
Dlatego proszę Was o pomoc. Jeśli możesz – wpłać choćby niewielką kwotę. Każda złotówka przybliża mnie do operacji, rehabilitacji i kolejnego kroku w stronę samodzielności. Jeśli nie możesz pomóc finansowo – udostępnij moją historię. Czasem jedno udostępnienie sprawia, że historia dociera do człowieka, który może zmienić czyjeś życie.
Chcę móc wyjść z własnego domu bez proszenia kogokolwiek o pomoc.
Chcę po prostu dostać szansę, żeby jeszcze raz stanąć na własnych nogach.
Mariusz

Twoje wsparcie może pociągnąć za sobą kolejne. Udostępnij tę zbiórkę i pomóż jej dotrzeć do ludzi, którzy też chcieliby pomóc – razem naprawdę możemy zdziałać więcej.